czwartek, 2 lutego 2017

"Manwhore" Katy Evans

Tytuł: Manwhore

Autor: Katy Evans

Ilość stron: 357

Seria: Manwhore

Wydawnictwo: Kobiece

Moja ocena: 9|10




Nigdy nie ma dobrej pory na to, aby się zakochać. To jest jak upadek. Wystarczy jedna sekunda.




Sięgnęłam po tę książkę z czystej ciekawości, dlaczego? Czy tytuł nie jest trochę intrygujący? Nie będę go tłumaczyła, bo śmiem twierdzić, że specjalnie zostawiono go w oryginalnym języku. A z twórczością Katy Evans spotkałam się tylko w recenzjach. Zapewne większość z was wie, że Katy jest autorką wielu bestsellerów z kategorii erotycznej. Wcale mnie to nie dziwi, ponieważ po pierwszych stronach przekonałam się, że nie są to zwykłe opowiadanie o władczym, opętanym seksem biznesmanem.

Niestety odrobinę przypominało mi fabułę z 50 twarzy Greya, którego jeszcze nie miałam przyjemności czytać, ale już jest przygotowane do eksploracji. Choć łudząco podobne do wyżej wspomnianej powieści, ta miała swój indywidualny klimat, nie było w niej brutalności, ale o dziwo prawdziwa miłość, która została zraniona i wykorzystana. Muszę sobie zaklepać Malcolma, bo… bo tak. Ok, ok to żadne wytłumaczenie, ale z miłą chęcią go przygarnę. Manwhore było lekką powieścią, pisaną nieco gwałtownie, ale zrozumiale. Katy Evans udowodniła, że nawet bogacze mogą poczuć to coś, co nazywamy bezinteresowną miłością, może troszkę ta bezinteresowność jest naciągana, ponieważ Saint jest odrobinę władczy i nieco manipuluje uczuciami Rachel. Czy książka była wciągająca? O tak, nawet bardzo, nie pomyślałabym, że erotyk może mnie aż tak zainteresować, że prawdę mówiąc łyknęłam go w bardzo krótkim czasie. Po czym poznaje się dobą książkę? To pytanie powinien zadać sobie każdy, a ja znam odpowiedź na to nurtujące pytanie, otóż takie książki poznaje się po godzinie, o której kładziemy się spać, nie mogłam się od niej oderwać aż do samego rana, choć wiedziałam, że muszę być wypoczęta. Co prawda już nie ekscytuję się tak, gdy czytam powieści erotyczne, ale ta wzbudziła we mnie ciekawość, która spotęgowana jest nadchodzącym drugim tomem. Największą torturą dla czytelnika jest zakończenie w połowie zdania tymi słowami: „Ciąg dalszy nastąpi”. Tak było tym razem i miałam ogromną ochotę krzyczeć, że to nie może być jeszcze koniec, że jeszcze nie ma się kończyć, że drugi tom powinnam mieć już w ręce, ale zarazem jest to też najlepsze uczucie, to oczekiwanie, ta radość, że jednak jest coś dalej.

Reasumując (tak to moje ulubione podsumowujące słowo) książka nie tylko mi się podobała, bardzo mi się podobała i okazało się, że takie „ślepe” wybory mogą niesamowicie zaskoczyć, tak było w tym wypadku, bo wybrałam ją ze względu na tytuł, a okazało się, że wnętrze które skrywa jest niesamowicie barwne, a bohaterowie totalnie odbiegają od schematu, co prawda fabuła niebezpiecznie zbliża się do fabuły wyżej wspomnianej książki, ale to nie psuje absolutnie jej klimatu, może nawet trochę ulepsza. Sądzę, że warto ją przeczytać, ponieważ historia w niej opisana wciąga i elektryzuje doznaniami, a także hipnotyzuje pięknem opisów i dobrze dobranymi charakterami bohaterów. Czy mogę jeszcze bardziej pochwalić tę książkę? O tak z całą pewnością, bo przecież Katy, nie tylko znana no powiedzmy na skalę światową, ale także autorka, której lekkie pióro wręcz przyciąga, jej powieści, w tym Manwhore jest nie tylko emocjonująca, ale także pokazuje, że mimo twardych zasad, można dopuścić do siebie to jedno uczucie, które tak bardzo odpychamy. Polecam, zwłaszcza dla kobiet, niech Malcolm Saint zauroczy i was.

Pozdrawiam, Sara ❤

6 komentarzy:

  1. Ta książka skradła moje serce ❤ Czekam teraz na premierę drugiej części. Zapraszam do siebie http://redgirlbooksbloguje.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak jest cudowna *-* O jedy ja też! ^^
      Oczywiście wstąpię :)

      Usuń
  2. Mnie kiedyś ta ksiązka nie ciekawiła, ale tyle pozytywnych opinii, że może kiedyś sięgnę i zobaczę co i jak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, ale z góry mówię, Malcolm jest zaklepany :D

      Usuń
  3. Za żadne skarby mnie nie zmusisz. Do tej pory mam uraz po Greyu

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Komentując zostawiasz po sobie niezmywalny ślad i przy okazji motywujesz do działania